Szkoła zabija zdolności matematyczne?

Szkoła zabija zdolności matematyczne?

PAP | 2011-10-24 (11:25)
  A A A
Podstawówka Wśród przedszkolaków nie brakuje dzieci uzdolnionych matematycznie, jednak już po kilku miesiącach nauki w pierwszej klasie szkoły podstawowej znacząco mniej dzieci manifestuje swoje uzdolnienia matematyczne - uważa pedagog prof. Edyta Gruszczyk-Kolczyńska.

Prof. Gruszczyk-Kolczyńska mówiła o tym podczas konferencji "Nowa era w nauczaniu matematyki", która odbyła się w sobotę 22 października w Warszawie. Powołała się na prowadzone przez siebie badania.

- W powszechnym mniemaniu uzdolnienia matematyczne są rzadkie i manifestują się u starszych uczniów, gdy posługują się zaawansowaną matematyką - powiedziała Gruszczyk-Kolczyńska. - Nauczyciele matematyki poczytują sobie za sukces, jeżeli w zespole klasowym jest dwoje lub troje uczniów, którzy bez większego trudu potrafią opanować wiadomości i umiejętności przewidziane programem nauczania matematyki. Jeżeli któremuś z nich uda się zająć wysokie miejsce w olimpiadzie matematycznej, przypisują mu wybitne uzdolnienia matematyczne.

Tymczasem - jej zdaniem - przeczą temu wyniki badań, jakie zrealizowała w ramach projektu "Dziecięca matematyka".
- Wynika z nich, że więcej niż połowa dzieci przedszkolnych w Polsce charakteryzuje się zadziwiającą łatwością nabywania wiadomości i umiejętności matematycznych oraz matematycznym ukierunkowaniem umysłu - zaznaczyła. - Są to najważniejsze wskaźniki uzdolnień matematycznych.

Według pedagog, uzdolnienia matematyczne można dostrzec już u dzieci w czwartym roku życia. Jak mówiła, z badań wynika, że wybitne uzdolnienia matematyczne manifestuje co piąty pięciolatek i co czwarty sześciolatek, jednak już tylko co ósmy siedmiolatek (w ósmym miesiącu nauki szkolnej).

Gruszczyk-Kolczyńska spadek odsetka dzieci manifestujących zdolności matematyczne wraz z rozpoczęciem nauki w szkole tłumaczy m.in. tym, że jest to efekt uboczny silnej socjalizacji, która jest wpisana w edukację szkolną.
- Od pierwszych dni nauki szkolnej nauczyciel uczy dzieci, jak mają zachowywać się w grupie uczniowskiej - powiedziała. - Chcąc sprostać tym oczekiwaniom, z całych swych sił starają się upodobnić do wzorca przeciętnego ucznia. Daje to dzieciom poczucie bezpieczeństwa, gdyż jest akceptowane przez nauczyciela i społeczność uczniowską. W takiej socjalizacji nie ma nic złego: gdy dzieci szybko wejdą w rolę ucznia, mniej jest kłopotów wychowawczych i edukacyjnych. Groźne jest to, że socjalizacja niepotrzebnie rozciąga się na funkcjonowanie intelektualne, przymuszając do przeciętności.
następnanastępna [1]2 ... 2

TAGI: podstawówka | matematyka | zdolności matematyczne | uczniowie

oceń
40
5
Podziel się

Opinie

Ocena: +3 [3]
gość z Lublina [2012-03-03 10:42]

Nie szkoła tylko pseudo pedagodzy bez umiejętności przekazywania i zachęcania do matematyki.

odpowiedz

Ocena: +1 [9]
~ann [2011-11-05 02:55]

Niestety ale to prawda Polska szkola zabija myslenie kreatywnosc i sciaga wszystkich do pionu. Bylam nauczycielem matematyki i teleinformatyki w szkole sredniej. Z mojej strony bylo za malo papierkowej roboty (konspekty na kazda lekcje!!! i pretensje ze sie ich nie trzymam), problemy bo omijam nieco sztywny beznadziejny program o niczym np o telewizorach lampowych itp. Generalnie dawano mi do zrozumienia ze mam uczyc techniki wedlog programu sprzed bodaj 10 lat ( to tak jakbym mowila o prechistorii) . Na matematyce szkola podst program przeladowany znowu za malo formalnosci z mojej strony za duzo kreatywnosci - chyba jest zabroniona. Zrezygnowalam. Ogolnie dzieciaki w szkole podstawowej maja entuziazm wiedze ale po kilku latach nauczania do szkoly sredniej trafiaja aniolki nauczone 2 pods zasad: nie wychylac sie i udawac ( co niektorzy juz nie musza) ze nic ich nie interesuje sa luzakami. Zreszta tylko tacy maja poklask a nieszczescie. Ale co fakto to fakt glupimi latfiej sie rzadzi i steruje. Ludzie nie nauczeni samodzielnego myslenia sa poddatni bardzo na sugestie innych i chyba o to chodzi i dlatego czarni tak silna maja pozycje w PL. Ja sie tylko ciesze ze moje dzieci nie chodza do szkol w PL mieszkamy daleko od kraju cudu gospodarczego.

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: +11 [11]
~ola [2011-10-26 10:22]

Zgadzam się, że nauczyciele zamiast rozwijać umysły naszych dzieci stawiając im wysoko poprzeczkę to cofają je w rozwoju gdyż dzisiejszy nauczyciel sam jest niedouczony. Dzieci w II kl. podst. uczą sie liczyć do 50. Szok i niedowieżanie.

odpowiedz

pokaż 5 ukrytych odpowiedzi

Ocena: +3 [3]
~Sz [2011-11-30 18:27]

Ja tak miałem w pierwszych 3 klasach podstawówki, że nauczycielka kładła nacisk non stop na czytanie i pisanie czyli taki polski. Mieliśmy też książkę z zadaniami z matematyki którą otwieraliśmy może raz na tydzień i przez całe 3 lata nie zrobiliśmy nawet połowy w szkole. Całe szczęście jak mi się nudziło na tym "polskim" wypełniałem je sobie, za co często obrywałem. Ale za to teraz nie mam z matmą i ścisłymi przedmiotami problemów, a jestem w liceum.

odpowiedz

Ocena: +4 [8]
~Abdul_s1p [2011-10-26 13:18]

co to ma być ADHD? co to ma być dyslekcja albo dysgrafia? jestem z rocznika '89 i jak ja chodziłem do szkoły to o ADHD nikt nie słyszał a dysgrafia i dyslekcja zdarzała sie jeden albo 2 razy na cały rocznik. jeśli twoim zdaniem Twoje dziecko ma jedną z tych cech to powinno po prostu wiecej nad tym pracować w domu i tyle a nie od razu powinny być jakoś inaczej traktowane. teraz u połowy dzieci orzeka sie dysgrafie, dyslekcje i co tylko sie da żeby miały łatwiej na różnego typu egzaminach, dla mnie to bzdura to tak samo jakby dziecko, które nie umie szybko biegać było zwalniane z WFu albo byłby dla nich ustalany jakiś odrebny zestaw Cwieczeń przecież to jest jakieś chore. nawet słyszałem że rodzice żeby pomóc dzieciom w testach jezykowych gdzie zazwyczaj jest rozumienie tekstu słuchanego załatwiaja im orzeczenie o niedosłuuchu bo to jest łątwiejsze niż przysiąść z dzieckiem i pomóc mu w nauce i tańsze niż zapisać na korepetycje

odpowiedz

pokaż 11 ukrytych odpowiedzi

Ocena: +16 [44]
~Realista [2011-10-25 19:29]

Najintensywniej wodę z mózgu robią dzieciom w ramach religijnej indoktrynacji prowadzonej systematycznie już od przedszkola. Dzieciom wmawia się religijne mity, uczy się je, że "możliwe" są rzeczy przeczące logice i prawom fizyki (np. chodzenie po wodzie). Człowiek poddany takiemu praniu mózgu na zawsze zachowuje tendencję to nieracjonalnych zachowań. Zawsze też będzie naiwny i podatny na manipulację. Jak dziecko uwierzy, że ktoś chodził po wodzie albo mnożył chleby wbrew prawom fizyki, to potem uwierzy we wszystko - rosną kolejne pokolenia naiwnych. Nauka religii skutecznie oduczy Twoje dziecko od zadawania "niewygodnych" pytań, dociekania istoty rzeczy i pogłębiania wiedzy.

odpowiedz

pokaż 5 ukrytych odpowiedzi

Ocena: +5 [27]
~lola [2011-10-25 15:23]

spróbujcie być matematycznie uzdolnioną kobietą

odpowiedz

pokaż 4 ukryte odpowiedzi

Ocena: +3 [3]
~anja [2011-11-05 07:58]

W I kl. technikum miałam mieć poprawkę z matematyki, natomiast pokochałam matematykę w II klasie technikum gdy zmieniono nauczyciela (profesora) :-)

odpowiedz

Ocena: +6 [6]
~anja [2011-11-05 07:55]

Zgadzam się z p. profesor w 100%, szkoła zabija indywidualność człowieka, bo dziecko to też człowiek. Tak było u mojego syna gdzie w II klasie SP pani wezwała mnie do szkoły i powiedziała że Wojtek wyraża się "nienaturalnie" jak na jego wiek. SZOK - (może za nim nie nadążała) i tak było aż do skończenia liceum.

odpowiedz

Ocena: +3 [5]
~prawo siły [2011-11-05 07:21]

no cóż przystosowują sie do pracy dla brutalnego szefa lub szefowej, którzy swoją pozycję zdobyli bez zdolności matematycznych. Przecież Prezydenci nie są wybitnymi naukowcami jak to miało miejsce czasem w Polsce przed 2-gą wojną światową. Teraz od lat obowiązuje trend, że mamy być biedni, głupi i uzależnieni, ale ofcjalnie mamy mieć dyplomy wyższych uczelni. Taki paradoks kłamcy. Niby dąży do prawdy, tylko że ta prawda jest nieco inna jakby.

odpowiedz

Ocena: +26 [32]
~dd [2011-10-26 08:50]

Człowiek rodzi się mądry,następnie idzie do szkoły.

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: +26 [26]
~Uczennica Gimnazjum [2011-10-25 19:48]

W szkole powinni nas uczyć MYŚLENIA! Teraz wszystko robi się "pod egzamin"- byleby zdać i dostać papierek, a że ta wiedza nie przyda się nam na nic, to już nikogo nie obchodzi... Kujemy regułki, których nie rozumiemy, uczymy się na pamięć wzorów, których nie potrafimy zastosować, wtłaczamy do głów setki definicji, które powtarzamy mechanicznie, bez zrozumienia... Mam nauczyciela, który przyznał, że sam nie rozumie treści podręcznika, przez tematy "przelatujemy", byleby "odwalić"... To się odbija na uczniach!

odpowiedz

pokaż 7 ukrytych odpowiedzi

Ocena: +12 [14]
elle106 [2011-10-26 12:54]

Mam 8-letniego syna z AHD , u którego na badaniach pedagogiczno-psychologicznych wyszło ,ze jego inteligencja jest powyżej normy , ma wysoko rozwiniętą wrażliwość społeczną. Jak to dziecko z ADHD i z dysleksją ma problemy w szkole. Będąc na rozmowie z Panią Dyrektor powiedziałam,ze zdaje sobie sprawę z tego , ze wymaga specjalnego podejścia i pracy ( ale nie tylko w domu), ze bardzo ważna jest sfera emocjonalna. Powiedziałam też, że odpowiednio z nim postępując wsyrośnie na wartosciowego i nawet moze wybitnego człowieka ( Eistein miał np. dysleksję, wielu uczonych to ludzie z ADHD itp.) . Usłyszałam , ze szkoła nie jest od tego i że inteligentni nie uczą sie zbyt dobrze. no cóż jeżeli szkoła promuje dzieci , które uczą sie na pamięć zamiast myśleć to i takie społeczeństwo potem mamy. nauczycielom łatwiej jest uczyć szblonowo , najlepiej żeby uczniowie nie wychylali się. Trzeba zmienić podejscie nauczycieli do ich pracy, w tej chwili najwazniejsze jest przerobienie podstawy programowej.

odpowiedz

pokaż 2 ukryte odpowiedzi

Ocena: +3 [9]
~eme-rytka [2011-10-26 14:41]

Moja edukacja szkolna /życiowa toczyła się swoim torem/ rozpoczęła się na początku lat 50-tych.Działo się wokół mnie coś,czego nie rozumiałam.O czymś szeptano w domu, co innego mówiono i wymagano w szkole. Dzieci, przynajmniej w moim środowisku, nie miały prawa głosu.Mój ojciec działał w szkole, krótko i negatywnie.Każda lekcja rozpoczynała się od,"która to jest iksińska? - no to pokaż co potrafisz".Iksińska stała na miękkich nogach, z gulą w gardle i, ku uciesze klasy i nauczyciela, nie mogła wydukać niczego.I tak przebrnęłam szkołę podstawową repetując jedną klasę.Było mi wszystko jedno do jakiej szkoły pójdę dalej.Generalnie szkołę znienawidziłam i ludzi dorosłych, mających w nosie to, co czuje dziecko, też. Najważniejsze było to, że nikt mnie w nowym miejscu nie będzie znał, zacznę nowe życie jako JA .W szkole średniej nauczyłam się tego,że na początku trzeba zrobić dobre wrażenie,być blisko "profesorów",uśmiechać się i na lekcjach zadawać dożo pytań.Nie ważne czy odpowiedzi na nie faktycznie cię intaresują.Ważne, żeby nauczyciel wiedział,że jesteś aktywna i masz wiele zainteresowań a on ma o czym gadać. Na średniej szkole edukację zakończyłam przysięgając sobie, że nigdy nie pozwolę żadnemu belfrowi skrzywdzić mojego dziecka.Nigdy nie przytaknę nauczycielowi póki nie wysłucham, co do powiedzenia w sprawie ma moje dziecko.Nigdy nie wymagałam samych najlepszych ocen, tylko wiedzy dla samej siebie. Przygotowałam i uodporniłam na sposób oceniania przez nauczycieli.Miałam fajnego dzieciaka, załapała szybko.Jak dzisiaj w szkole ? - z czegoś tam 3 - a umiesz - oczywiście,możesz mnie przepytać. Nienawidzę szkoły do dziś.Właściwie jej ciągłych pseodo- reformatorów, nie wiem czy można popsuć jaszcze bardziej. Jest tak mało nauczycieli z powołania, lubiących i rozumiejących dzieci i młodzież. Sąsiadka nauczycielka wścieka się bo ma jechać " z tymi bahorami" na wycieczkę.Większość to przypadkowi ludzie, którzy nie bardzo umieli coś z siebie wykrzesać, to "poszli na nauczyciela". Mój wnuk chodzi do prywatnej, to jest zupełnie inny świat i inni ludzie.Tam nie ma " specjalistów" od deklamacji, tam we wszystkich uroczystościach bierze udział KAŻDE dziecko,na ścianie wiszą prace naszych dzieci, a nie "najlepsze prace".Bardzo dużo zajęć praktyczch poza szkołą, muzea, teatry, pracownie itd. i wielka dbałość o rozwój fizyczny.Ministerstwo szkolnictwa powinno być przekazane młodym ludziom, od najniższego do najwyższego szczebla nie ma prawa być nikogo, kto skończył edukację przed 1990 rokiem..

odpowiedz

Ocena: +8 [8]
~hiro [2011-10-26 14:19]

No niestety, u mnie w liceum jak matematyczka była naprawdę dobra, ale też bardzo wymagająca to cała klasa się skrzyknęła, że zmieniamy nauczyciela, bo się uczyć nie chciało dlatego łatwiej było powiedzieć, że są "humanistami" (oceny z polskiego nawiasem mówiąc niewiele lepsze), następna nauczycielka była nudna i w ogóle nie wymagająca przez co do matury rozszerzonej z matematyki musiałam się przygotowywać sama; gdyby nie to, że jestem samoukiem to pewnie rzuciłabym matme i mogłabym zapomnieć o politechnice :/ A reszta to wiadomo, matura podstawowa ledwo albo w ogóle nie zdana. Jak marny musi być poziom matematyki w szkole, żeby uczeń nie był w stanie zdać podstawowej matematyki :(

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: +42 [48]
~mag [2011-10-25 13:16]

Polska szkoła uczy konformizmu i umiejętności wpisywania się w szablony określonego zachowania. W podstawówce miałam ogromną wyobraźnię, którą przelewałam na papier. I co? Moja matka była wzywana do szkoły, ponieważ pani oskarzała ją, że za mnie odrabia prace domowe i pisze wypracowania... Efekt? Specjalnie obnizałam poziom swoich prac pisemnych, żeby uniknąć kolejnych oskarżeń... Gdyby nie te głupie babsko może bym rozwinęła swoje zdolności i została pisarką, ech.

odpowiedz

pokaż 5 ukrytych odpowiedzi

Ocena: +19 [21]
~leo [2011-10-25 21:22]

A czy nie wiecie,ze najtrudniej,lub niemozliwe jest sterowanie ludzmi inteligentnymi,majacymi swoj wlasny swiatopoglad?

odpowiedz

pokaż 2 ukryte odpowiedzi

Ocena: +3 [3]
~boya [2011-10-26 13:22]

Generalnie polscy nauczyciele są słabi lub przeciętni, ale związki zawodowe silne, dzień nauczyciela - nagrody, odznaczenia, medale oraz przyjęcia, organizowane przez samorzady w ekskluzywnych lokalach, na część tzw grona. Do tego jeszcze emeryci, ktorzy pracując nadal, zabierają pracę młodym.

odpowiedz

Ocena: +1 [1]
~Ja [2011-10-26 13:08]

Pamiętam, że dopiero pani profesor od matematyki zachęciła mnie naprawdę do pisania od ręki: nauczyła mnie pisać wielką literę A.

odpowiedz

Ocena: +3 [3]
~Kot_w_butach [2011-10-26 13:07]

A mi się udało. W odpowiednim momencie poszedłem własną drogą, i nie zszedłem na psy.

odpowiedz