Victor Gimnazjalista
Pies swojego pana
To taki pies, którego ciężko polubić. Przechodzisz obok – szczeka, zagadasz do niego – łaskawie popatrzy, ale nie merda. Ani szczególnie piękny, ani miły. Ale dla swojego pana był świetnym kompanem. Razem latem chodzili po lesie, razem wyjeżdżali nad jezioro, razem przed zimą wieszali kłódkę na letnim domku i wracali do małego mieszkanka w mieście, do brudnych trawników, znerwicowanych miejskich psów. I razem tęsknili za wiosną, kiedy znowu będzie można przenieść się na działkę. W ostatnie wakacje pan i pies mieli wypadek samochodowy. Koszmarny, z dachowaniem, niebezpieczny. Jakiś kamikadze w starym golfie miał fantazję i zaczął się ścigać na leśnej drodze. No i wysłużony opelek wylądował w lesie. Nieprzytomnego pana zabrało pogotowie, a pies… zniknął. Przerażony hukiem, bólem, wirującym światem, krzykiem pana i obcych ludzi dowlókł się w krzaki. Nie było nikogo, kto by go szukał, bo pan był nieprzytomny i nikt nawet nie przypuszczał, że jechał z psem. Kiedy wieść doszła do sąsiadów z letniska, zastanawiano się nawet, co z psem i żałowano go, że pewnie padł gdzieś poturbowany w wypadku. No ale tak bywa w życiu…
Co było dalej?
• Tego kundla podobnego do husky dobrze znam. Od kilku miesięcy moja cioteczna siostra usiłuje go nauczyć dobrych manier. Bezskutecznie – Mały nadal rzuca się na jedzenie i tak wylewnie okazuje wszystkim miłość, że po pięciu minutach ma się go autentycznie dosyć. Weterynarz powiedział, że w końcu się uspokoi, upewni, że ma dom i stanie się statecznym, mądrym psem. Na razie nic tego nie zapowiada.
• Na los konia nie miałam żadnego wpływu. Jego właściciel brutalnie powiedział, że to nie moja sprawa, bo koniowi źle nie jest. Pozostaje mieć nadzieję, że sąsiad przekona go do odstąpienia nieszczęśnika. Albo że policja zajmie się tym, tak jak powinna.
• Rudy i kociak żyją sobie nadal, z tego co wiem, wszystko jest w porządku.
• Trzy tygodnie po wypadku pan przyjechał do letniego domku. Po drodze zatrzymał się w miejscu wypadku, przez kilka godzin chodził, pytał po wsiach, szukał psa. Obiecał sobie, że będzie szukał nadal, bo przecież mógł przeżyć, no mógł. Przyjechał do domku i… zobaczył psa. Siedział koło ganku i czekał. Obok stała miska z wodą i jakąś kaszą – sąsiedzi zadbali, że skoro taki dzielny, to nie dadzą mu zginąć. Chcieli nawet do domu zabrać, żeby podleczyć, zanim pan wróci. Ale nie dał się. Wolał na podwórku czekać na pana. Szesnaście kilometrów przeszedł kierowany psim instynktem i tęsknotą za ukochanym panem. Szedł ze zwichniętym biodrem, skaleczonym pyskiem. I znalazł swojego pana. A pan znalazł jego.
„…jeżeli mnie oswoisz, staniemy się sobie potrzebni. Wtedy będziesz dla mnie jedynym na świecie i ja będę dla ciebie jedynym na całym świecie. Pozostajesz na zawsze odpowiedzialny za to, co oswoiłeś…”
A. de Saint-Exupery, Mały Książę
Przeczytaj więcej w serwisie
dzieci.pl
Oficjalne wydanie internetowe "Victor Gimnazjalista"