Jak pokroić tort? Matematyczne zagadki Iana Stewarta

Informacja prasowa | 2012-01-25 (11:19)
  A A A
Fizyka i chemia Czasami, kiedy czuję się wyjątkowo zrelaksowany i zaczynam błądzić gdzieś myślami, zastanawiam się, jak wyglądałby świat, gdyby wszyscy lubili matematykę tak bardzo jak ja.

Kolejna porcja zadziwiających i fascynujących zagadek matematycznych, przedstawionych przez mistrza matematycznej rozrywki – profesora Iana Stewarta.

Prowadząc czytelnika przez niezwykły świat problemów, nad którymi jeszcze do niedawna bezskutecznie głowili się najlepsi matematycy świata, Stewart pokazuje różnorodność i potęgę dzisiejszej matematyki w jej rozmaitych odsłonach: od grafów, probabilistyki i logiki, do topologii i kwazi kryształów (oraz oczywiście podziału tortu). „Jak pokroić tort” to nie tylko znakomita rozrywka, ale przede wszystkim radość z poznawania matematyki.



Fragment książki:

W wiadomościach telewizyjnych na pierwszym miejscu pojawiałyby się najnowsze twierdzenia z topologii algebraicznej zamiast żałosnych skandali politycznych, nastolatki ściągałyby sobie na iPody matematyczną listę przebojów, a piosenkarze calypso (pamiętacie takich?) przygrywaliby na gitarach w rytm melodii Lemat trzeci… Co mi przypomina, że muzyk folkowy Stan Kelly (dziś Stan Kelly-Bootle, sprawdźcie go sobie w Google’u) faktycznie napisał taką piosenkę, pod koniec lat sześćdziesiątych, kiedy studiował matematykę na Uniwersytecie Warwick. Zaczynała się tak:
„Lemat trzeci, bardzo piękny, i odwrotność piękna też,
Lecz wie tylko Bóg i Fermat, które z nich prawdziwe jest”.


W każdym razie ja zawsze traktowałem matematykę jako źródło inspiracji i przyjemności. Zdaję sobie sprawę, że u większości ludzi budzi ona grozę, nie radość, ale nie potrafię podzielać tego poglądu. Na poziomie racjonalnym rozumiem niektóre z powodów powszechnego strachu przed matematyką: nie ma nic gorszego niż przedmiot, który bezwzględnie wymaga dokładności i precyzji, kiedy masz nadzieję wywinąć się paroma zgrabnymi słówkami i sporą dozą tupetu. Ale na poziomie emocjonalnym trudno mi zrozumieć, jak to możliwe, aby dyscyplina mająca tak istotne znaczenie dla świata, w którym żyjemy, z tak długą i pasjonującą historią, pełna najbardziej błyskotliwych odkryć, jakich udało się dokonać człowiekowi, nie intrygowała i nie fascynowała.

Z drugiej strony ornitologom amatorom także trudno jest zrozumieć, dlaczego reszta ludzkości nie podziela pasji, z jaką odhaczają pozycje na listach. „Mój Boże, czy to upierzenie godowe głuptaka czubatego? Ostatniego osobnika odnotowanego w Wielkiej Brytanii widziano na wyspie Skye w 1843 roku, w dodatku był częściowo schowany za… o, nie, to tylko szpak z ubłoconym ogonem”. Nie chcę tu nikogo urazić – sam zbieram skały. „O rany! Prawdziwy granit asuański!” Nasz dom zapełnia się powoli kawałkami planety.

Nie pomaga też zapewne to, że pod słowem „matematyka” większość ludzi rozumie zwykłą arytmetykę, która może być fajna, na swój specyficzny sposób, jeśli sobie z nią dobrze radzisz. Jeśli nie, jest straszna. Poza tym bardzo trudno czerpać z czegoś przyjemność – czy to z obserwacji ptaków, czy z matematyki – jeśli ktoś stoi nad tobą z długopisem w dłoni, tylko czekając, aż zrobisz jakiś drobny błąd, na który natychmiast się rzuci, żeby zabazgrać go na czerwono. (To przenośnia, chociaż kiedyś tak było, w sensie dosłownym). A przecież co znaczy jedno czy dwa miejsca po przecinku między przyjaciółmi? Ale gdzieś pomiędzy programem nauczania a tym, co zrozumie z niego młody Jaś, znaczna część związanej z matematyką zabawy i przyjemności wyparowała. A szkoda.

Nie twierdzę, że książka "Jak pokroić tort" będzie miała zasadniczy wpływ na matematyczne zdolności ogółu społeczeństwa, chociaż sądzę, że mogłoby się tak stać. (Czy byłby to wpływ pozytywny, to już inna sprawa). Staram się tutaj przede wszystkim głosić słowo do tych już nawróconych. To książka dla fanów, entuzjastów, dla ludzi, którzy naprawdę lubią matematykę i mają na tyle młody umysł, że potrafią czerpać mnóstwo przyjemności z zabaw i gier. Tę frywolną atmosferę podkreślają cudowne rysunki Spike’a Gerrella, które doskonale oddają ducha przedstawianych tutaj wywodów. Moje intencje są jednak śmiertelnie poważne.

Chciałem zatytułować tę książkę "Weapons of Math Distraction" ("Broń matematycznego rażenia"), co w moim odczuciu odzwierciedlało połączenie powagi i frywolności, więc pewnie powinienem być wdzięczny działowi marketingu za weto. Ale z tym praktycznym, „cukierniczym” tytułem, na który się zdecydowaliśmy, wiąże się pewne niebezpieczeństwo: niektórzy z was mogą myśleć o kupieniu tej książki w celu uzyskania poważnych porad kulinarnych. Stąd sprostowanie: to książka o zagadkach i grach matematycznych, nie o wypiekach.

Tort to w istocie przestrzeń z miarą borelowską. Ukryta głęboko pod postacią… tortu właśnie. A matematyka uczy nas nie jak go upiec, ale jak go równo podzielić między dowolną liczbę osób. W dodatku – co o wiele trudniejsze – bez powodowania zazdrości. Krojenie tortu stanowi proste wprowadzenie do matematycznych teorii podziału zasobów. Specjaliści nazywają wstępne rozważania tego typu „modelem zabawkowym”, drastycznie uproszczonym w stosunku do tego, co można spotkać w rzeczywistości. Ale skłania on do zastanowienia się nad pewnymi istotnymi kwestiami. Na przykład pokazuje, że łatwiej jest podzielić zasoby między kilka rywalizujących ze sobą grup w sposób, jaki wszystkie uznają za sprawiedliwy, jeśli każda grupa przypisuje tym zasobom inną wartość.

Sprawdź ceny książki "Jak pokroić tort i inne zagadki matematyczne"!



następnanastępna [1]2 ... 2

TAGI: matematyka | książka | literatura popularnonaukowa | literatura | Ian Stewart | jak pokroić tort | zagadki

oceń
0
1
Podziel się

W innych serwisach wp

Zobacz więcej w serwisach WP



Opinie (1)

Ocena: -2 [4]
~mumba [2012-01-30 22:30]

o co mu chodzi,jakies poplatanie z pomieszaniem???

odpowiedz

Tłumaczymy całe zdania jak i poszczególne wyrazy

klawiatura

Encyklopedia

... najmniejszy z Polskich ssaków, Ryjówka malutka, ma zaledwie 6,4 cm długości...