Przeszukanie przed egzaminem

Przeszukanie przed egzaminem

WP.PL | 2012-09-18 (13:39)
WP.PL
  A A A
Strefa studenta Na uczelniach wciąż łamane są prawa studentów – czesne jest bezprawnie podnoszone, a niedozwolone opłaty nadal pobierane. Niektóre szkoły wyższe potrafią posunąć się jeszcze dalej – przed egzaminem studenci poddawani są dokładnej rewizji osobistej.

Uczelnia publiczna, egzamin poprawkowy z prawa Unii Europejskiej. Studenci wchodzą na salę, gdzie czekają już na nich asystenci prowadzącego przedmiot doktora. Studenci jeszcze o tym nie wiedzą, ale za chwilę zostaną przeszukani pod kątem posiadanych ściąg. Brzmi jak scena z filmu? Jednak, jak podaje Gazeta Wrocławska, to autentyczna sytuacja, która wydarzyła się na Uniwersytecie Wrocławskim. Doktor, który zafundował przyszłym prawnikom uwłaczającą przygodę, jest pewny swoich racji. Co więcej, twierdzi, że w walce z nieuczciwością na egzaminach powinno się… rozbierać studentów do naga!

Co na to władze uczelni? Są zbyt zajęte, aby zainterweniować - zarówno kierownik katedry, jak i prorektor ds. nauczania nie znaleźli czasu, by skomentować całe zajście.

Co wolno wykładowcy?

Według tekstu ustawy z dnia 2005 r. o szkolnictwie wyższym, za naruszenie przepisów obowiązujących w uczelni oraz za czyny uchybiające godności studenta, student ponosi odpowiedzialność przed komisją dyscyplinarną albo przed sądem koleżeńskim samorządu studenckiego. Dlaczego takie same konsekwencje nie spotykają wykładowców?

Niestety, nie istnieją ustawy ani regulaminy, które określają zachowanie osoby przeprowadzającej egzamin ani takie, które precyzują co wykładowcy wolno, a czego nie. Dlatego też niektórzy wykładowcy za nic mają sobie etykę swojego zawodu oraz samych studentów i naginają prawo do granic możliwości. Nie ulega jednak wątpliwości, że ani pracownik uczelni, ani jego asystenci nie mają prawa przeprowadzać rewizji osobistych – to uprawnienie ściśle określonych organów (np. policji) i to tylko w uzasadnionych przypadkach. Wrocławska uczelnia złamała prawo, ale nie jest jedyną, która lekceważy statut studenta. Na uczelniach nieustannie łamane są prawa studentów, a ci nie wiedzą czy mogą coś w tej kwestii zrobić. Boją się domagać swoich praw w obawie, że są na przegranej pozycji i jakimkolwiek działaniem tylko pogorszą swoją sytuację. Atmosfera zastraszania robi swoje.

Jak uczelnie walczą ze ściąganiem?

Wiele uczelni walkę z nieuczciwością i ściąganiem traktuje jako rzecz priorytetową. Każda szkoła wyższa podchodzi jednak do problemu ściągania na swój sposób – jedne wybierają przeszukiwanie studentów, zaś drugie przeprowadzają egzaminy w specjalnych salach, gdzie nie działają telefony, a inne urządzenia elektroniczne są bezużyteczne. Innym sposobem na ściągających jest umieszczenie pytań egzaminacyjnych na rzutniku – na przeczytanie pytania i odpowiedź student ma zaledwie kilkadziesiąt sekund, podczas których nie zdąży spojrzeć w ściągę ani na kartkę sąsiada. Powszechną praktyką jest także zabieranie toreb i telefonów przy wejściu na salę. Jak się okazuje, są inne, mniej lub bardziej bulwersujące niż rewizja osobista sposoby na wykluczenie ściągania na egzaminie. Szkoda tylko, że tradycyjna dwója w indeksie już nie wystarcza.

Co więcej, studentka prawa, która poinformowała media o zajściu na Uniwersytecie Wrocławskim, przyznała, że za poprawkę zapłaciła 1 tys. zł. Tak jak ponad 150 osób, które jeszcze raz musiały wykazać się znajomością przepisów UE. Jak widać, nie wszystkie uczelnie pamiętają o tym, że nie mogą pobierać od studentów opłat za egzaminy poprawkowe, komisyjne i dyplomowe.

Karta praw studenta

Aktualnie MNiSW opracowuje katalog dodatkowych sankcji, które będą nakładane na uczelnie naruszające prawa studentów. Jego założenia mogą być znane już na początku roku akademickiego 2012/2013. To nie wszystko. Szkoły wyższe będą miały w obowiązku przeprowadzanie szkoleń z praw studenta. Dodatkowo, najprawdopodobniej już niebawem, do władz wszystkich uczelni w kraju oraz żaków trafi opracowana przez ministerstwo Karta praw studenta, która już teraz dostępna jest na stronie internetowej ministerstwa.

Zgodnie z nowelizacją ustawy, uczelnie od 1 października 2012 r. muszą podpisywać umowy cywilnoprawne ze wszystkimi studentami, w których opisane zostaną warunki studiowania i katalog działań, za które uczelniom nie wolno pobierać opłat.

kch/mnd

(fot. Thinkstockphotos)



Dołącz do nas na Facebooku!




TAGI: łamanie praw studenta | opłaty za studia | karta praw studenta | rewizja na egzaminie | ściąganie | MNiSW

oceń
71
114
Podziel się

Opinie

Ocena: 0 [0]
~a [2012-11-23 16:16]

Studiuję w trybie zaocznym. Za każdy miesiąc nauki, jest pobierana ode mnie kwota w wysokości 480 zł. Dwa razy zdarzyło mi się spóźnić z wpłatą o jeden, góra dwa dni. Z tego tytułu zostały mi naliczone odsetki w wysokości 75 zł ! Pytam : z jakiej racji, aż taka kwota za jeden dzień spóźnienia ?? Nikt nie potrafił mi tego sensownie wytłumaczyć . Takie są realia, nikt nie patrzy na to, że "STUDENT, TO BIEDNY CZŁOWIEK". Byle tylko wydusić parę złoty. :((

odpowiedz

Ocena: +3 [3]
~Nick [2012-09-20 11:00]

Jestem absolwentem ww uniwersytetu. Studiowałem w trybie zaocznym, wykłady opisywanego pana doktora to jedne z najlepszych wykładów na jakie uczęszczałem (a muszę przyznać, że prawo to mój drugi ukończony kierunek studiów). Tzw. "przeszukanie", o którym mowa w artykule, i któremu również podlegałem ja i moje koleżanki oraz koledzy, polegało na wizualnej ocenie braku pomocniczych urządzeń elektronicznych przez asystentów co wymagało odsłonięcia uszów (odgarnięcia włosów) i rozpięcia górnego guzika ewentualnej koszuli, czy bluzki (w przypadku panów również na ściągnięciu krawata). Nie było to bardzo przyjemne i powodowało pewien dyskomfort, co przyznaję, ale z drugiej strony na palcach jednej ręki można policzyć osoby z mojego roku, które na egzaminach nie ściągały, ba, które nie chwaliłyby się takimi "osiągnięciami" i przyznam szczerze, że perspektywa uczciwej oceny osiągnięć usprawiedliwiała wg. mnie ten chwilowy dyskomfort. W moim przypadku uczciwa ocena oznaczało dwukrotne oblanie tego egzaminu, ale to z powodu tego, że nie byłem przygotowany. Nie miałem wobec tego ŻADNYCH pretensji. Za drugim razem pisałem poprawkę na bocznej sali, w której pisało ok. 40 osób, a tolerancyjna osoba prowadząca ten egzamin (asystująca bohaterowi artykułu) zezwoliła nawet na ściąganie. Byłem chyba jedyną osobą, która tego nie robiła, co wywołało nawet zdziwienie osoby prowadzącej ten egzamin (za dużo tam nie napisałem wtedy :) i zadałem dopiero za trzecim razem po powtórzeniu przedmiotu i porządnym nauczeniu się, co nie było jakimś nadzwyczajnym wysiłkiem, te pierwsze nieudane próby były wynikiem okoliczności zewnętrznych uniemożliwiających mi należyte przygotowanie się do omawianych egzaminów). Wg. mnie przypadek tych opisywanych 40 osób jest symptomatyczny i wskazuje przyczyny takiego, a nie innego zachowania egzaminatora. Pewnie jestem w błędzie, ale wg. mnie to prowadzi w konsekwencji do tego, że jadąc po polskich drogach z przepisową prędkością (na ogół maksymalną dozwoloną) czuję się jak przestępca i ostatni frajer, nie mówiąc już o tym, że paradoksalnie prawdopodobnie stwarzam większe zagrożenie bezpieczeństwa, aniżeli osoby znacznie tę prędkość przekraczającą. Idąc dalej powszechnie obowiązująca postawa taka prowadzi do prób "zarobkowych" w stylu "Amber Gold" i chlubienia się tym, jak to udało się innych oszukać i jacy to inni są frajerzy. Myślę, że postawa taka charakteryzuje "oburzonego" autora tego artykułu, "oburzonego" z 80% społeczeństwa i "oburzonych" anonymous, którzy się dziwią, że chcą ich pozbawić możliwości dostępu do wszelkich treści w internecie. Nie jest to zresztą problem tylko Polski, tysiące takich "oburzonych" niszczą i rabują w Grecji, Hiszpanii itp. Po prostu im się należy i tyle. Być może to co piszę to jedna wielka bzdura, ale tak właśnie to odbieram i może jeszcze jakiegoś masochistę, który coś z tego przeczyta skłonię do zastanowienia się nad pewnymi aspektami tej "skandalicznej" sprawy.

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: +24 [28]
~Zolw [2012-09-19 19:05]

Za sciaganie powinna byc calowita dyskwalifikacja i wywalenie z uczelni bez mozliwosci powrotu. Wtedy byloby uczciwie. Teraz cwaniak ktory ma tupet i jest sprytny zda egzamin, a student (lub uczen) ktory stara sie byc uczciwy i nie sciaga, jest w tym momencie pokrzywdzony.

odpowiedz

pokaż 2 ukryte odpowiedzi

Ocena: +154 [222]
~ja [2012-09-18 19:22]

Prawda jest taka, że większość studiujących obecnie to matoły, które 10-20 lat temu nie zrobiłyby matury. Przykre.

odpowiedz

pokaż 13 ukrytych odpowiedzi

Ocena: +18 [26]
~studencik [2012-09-19 16:14]

Co za różnica, który wykładowca chce pokazać władzę. Przecież te całe studia i i tak psu na budę, bo po nich dostają pracę tylko znajomi króliczka. Reszta? nawet najlepszy na studiach, bez znajomości, nie dostanie pracy.

odpowiedz

pokaż 2 ukryte odpowiedzi

Ocena: 0 [4]
~nika [2012-09-20 08:38]

ja bym nie ściągał gdyby nie piwo i koleżanki... i jeszcze parę innych specjalności naszego akademika, o których nie napiszę publicznie:) nie ma czasu na naukę, a ci co tego nie kumają nigdy nie żyli w akademiku i z tego miejsca pozdrawiam was ciule:)

odpowiedz

Ocena: +1 [1]
~Tokos [2012-09-20 08:28]

A moze wykłądowcy zmienili by sposób egzaminowania gdzie sprawdz się sposób myślnie a nie wiedzę. Wtedy wnoszenie ściąg miało by mniejsze znaczenie. Ale rozumiem, to zbyt wielki wysiłek. Lepiejej pytac o to soma przez trzydzieści lat.

odpowiedz

Ocena: +6 [10]
~sqt [2012-09-19 23:03]

Jakoś nikt nie wspomina w artykule, że studenci powinni mieć na tyle godności osobistej żeby nie ściągać jeśli nawet ich nikt nie pilnuje. Ciągle się tylko przypomina prawa, a o obowiązkach i etyce studenta czy ucznia nikt się nie zająknie. Czy na prawdę redaktor szanowny uważa, że przeszukiwanie studentów to dla wykładowcy jest przyjemność. Ja myślę, że dla niego to jest też żenujące, że na prawie musi się do tego zniżać. Przecież ci ludzie potem będą... pilnować prawa?

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: +14 [16]
~Max [2012-09-19 20:32]

Wprowadzić prawo jak w USA - za złapanie na ściąganiu sprawa karna a potem wylot z uczelni.

odpowiedz

pokaż 2 ukryte odpowiedzi

Ocena: +1 [3]
~ruwado [2012-09-20 00:07]

jak panna przyjdzie nago na egzamin to i tak ściągę schowa.... a młodzieniec? To dyskryminacja!!!!!

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: -6 [34]
~ankaaretuza [2012-09-18 21:50]

Ja studiowalam dwa rozne kierunki i na zadnym z nich nie spodkalam sie z tak uwlaczajacym sposobem traktowania nie tryle studenta co czlowieka. takie zeczy sa po prostu jio9e dopuszczalne a gdzie kara dla tego pseudo doktora. to czlowiek wyksztalcony no nie wierza. a co sie stalo ze starodawnym sposobem ustnego zdawania na ktorym sie nie da sciagac

odpowiedz

pokaż 8 ukrytych odpowiedzi

Ocena: -9 [45]
~Leokadia [2012-09-19 14:45]

Ja tam skonczylam prawko i na kazdym egzaminie sciagalam majteczki. Nigdy nie mialam problemu ze zdaniem egzaminu.

odpowiedz

pokaż 4 ukryte odpowiedzi

Ocena: 0 [0]
~pitrus24 [2012-09-20 07:14]

A profesorowie stosują metodę na kubek i co i może być. Test z kumplem żeśmy zdawali i tak samo odpowiedzieli. On zdał, a moja praca nie była pod kubkiem!!!

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~mario [2012-09-20 02:53]

o rozbieraniu do naga to ja zawsze myślałem, że to jest w innej sytuacji... ale żeby tak na egzaminie?

odpowiedz

Ocena: +13 [17]
Marker [2012-09-19 21:20]

No to tak, jak z posłami! Za nic nie odpowiadają, są poza prawem i jeszcze z tego mają kasę! Wolno im popełniac przestępstwa. Czy nie macie tego dość? PIjany poseł może zabić autem kobietę i za nic nie odpowiada. Parlament mamy najlicznieszy w Europie i najdroższy. Partie żwią się naszą krwią! Urzędników przybywa coraz więcej. To nie kryzys, to państwo coraz więcej pożera, a właściwie urzędnicy i ich premie. Dlatego nie ma na leczenie, szkolnictwo itp.

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: +2 [2]
~anex [2012-09-20 00:33]

Czy nadal profesorowie sprawdzają prace pisemne metodą która spadnie na biurko ten zdał. Tak było kiedyś. Ciekawe jak profesor jest w stanie przeczytać paręset prac w ciągu dwuch dni, mając inne zajęcia.

odpowiedz

Ocena: +1 [1]
~chilek [2012-09-19 23:46]

"Niestety, nie istnieją ustawy ani regulaminy, które określają zachowanie osoby przeprowadzającej egzamin ani takie, które precyzują co wykładowcy wolno." Bzdura, istnieje coś takiego jak prawo zwyczajowe i to na nim w pierwszej kolejności powinniśmy się opierać w życiu codziennym. Czy tego uczą na prawie czy już nie?

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~On30 [2012-09-19 23:30]

niektórzy to nawet sciagac nie potrafia

odpowiedz

Ocena: +3 [15]
~prymus [2012-09-19 14:59]

Niech chodzą na egzaminy na golasa przynajmniej ściąg nie będą mieli gdzie schować.

odpowiedz

pokaż 2 ukryte odpowiedzi

Ocena: -1 [7]
~Andrzej [2012-09-19 23:13]

Prawda jest taka, że obecne "studenty" to tępaki. 10-20 lat temu 90 % z nich by nie zdała matury... ps. A 90 % kobiet i tak przychodzi na zajęcia z tyłkiem i biustem na wierzchu więc co za różnica jakby raz przyszły nago ???

odpowiedz

Encyklopedia

... najmniejszy z polskich ssaków, ryjówka malutka, ma zaledwie 6,4 cm długości...